Nie sprawdzam się, robię to co łatwe, niewymagające pracy, uwagi i koncentracji. Zamykam się na muzykę, odgradzam od świata i przestaję żyć. Odsuwam od siebie pasje i ambicje, o rzeczach prostych i podstawowych również zapominam. Brak mi motywacji, by prezentować się godnie. Nie być jedynie osobą z grą pozorów. Zawsze chciałam od życia wiele, może dlatego nie zadowala mnie to jak żyję. Nie widzę perspektyw, a stagnacja trwa. Lenistwo zżera mnie od środka. 
Muzyka stała się dla mnie czymś wyjątkowym, bardzo szczególnym. Oddaję się jej całkowicie i bez reszty, choć nie jestem muzykiem, a i śpiewam rzadko. Nie zwracam więc uwagi na to, co słyszą muzycy. Jedynie perkusja bardziej mnie interesuje. Aczkolwiek przy spokojniejszych piosenkach, których tekst wykazuje wrażliwość u osoby piszącej ściska mi się serce. Nie płaczę, nie załamuję, może jedynie zanurzam i ważne sprawy zostają stracone. I tak by były, to moja wielka wada. Dźwięki działają na mnie mocno, odczuwam je intensywnie, co uważam za zbawienie, choć zdecydowanie jest to już uzależnienie. I gdy cicho i spokojnie, w domu z małym oknem, nie chcę z niego wyjść. Nie nocą, gdy jest mi tu bardzo dobrze patrząc nawet w przeszłość. Bo i tak zmieniam się na nowo, choć nie jestem teraz tam, przy Tobie. Rodzą się we mnie nowe pokłady nadziei, skierowane w zupełnie inną stronę.
"W tym mieście tak bez Ciebie, smutno jest", mimo wszystko.




Cedzyna wieczorem.