Cześć wszystkim! Jestem Ola, nazywana Kozą, i uciekam od życia.
Mogę się poszczycić tym, że pracuję i sama się utrzymuję. Może praca w gastronomii nie jest pracą wybitną i nie potrzeba do tego specjalnej inteligencji, ale uważam, że jestem dobrą kelnerką i moje kompetencje spokojnie sięgają już posady menadżerskiej.Obecnie staram się ograniczyć do 120-140 h miesięcznie, mój wcześniejszy pracoholizm wpędził mnie w dość głęboką depresję, przez co też nie zdałam roku akademickiego. Czerpię z tej pracy czasem satysfakcję, staram się napędzać pozytywnie, szczególnie, gdy mam ciągły kontakt z klientami. Ale nie jest to praca moich marzeń i chciałabym jak najszybciej przestać zarabiać w ten sposób. Jako introwertyka bardzo mnie to męczy.
 Czytam dużo książek. Staram się robić to codziennie. Zawsze mam przy sobie jakąś książkę, którą pochłaniam jadąc tramwajem czy czekając na coś, podczas kąpieli lub przed snem. Rezygnuję z wieczornych wyjść czy imprez na rzecz spokojnej lektury. Czasem zdarzy mi się jeszcze złamać, ale w trakcie trwania spotkania orientuję się, jak bardzo nie odpowiada mi taka forma rozrywki czy spędzania czasu z przyjaciółmi i znajomymi. Często uciekam od odpowiedzialności czy pisania prac na uczelnię w czytanie. Wątpię w siebie, zazwyczaj poddaję się bez walki, bez spróbowania. Przerasta mnie to. Uważam, że nie potrafię tego zrobić, a tak naprawdę nie poświęcam na to ani chwili. Ani momentu na to, by zastanowić się co tak naprawdę należy zrobić. Nie dopuszczam do siebie myśli, że to wcale nie jest takie trudne. Bo przecież jestem inteligentną osobą i o to chodzi w życiu, że należy się rozwijać, próbować nowych rzeczy, których przecież nie umiemy, bo są NOWE. Negatywnie się nastawiam, wyolbrzymiam zadanie, zamiast zwyczajnie je wykonać. Recenzja to tylko słowa, które należy napisać, nie utwór na miarę "Ulissessa" Joyce'a. Wiersz to tylko potok słów, którym mogę się wyrazić. Studiuję to, co lubię, a przysparza mi to mnóstwo problemów. Czuję się gorsza od innych, jakby moje zdanie było mniej warte. Więc uciekam w czytanie. Uciekam w postacie i ich życia, bo boję się żyć własnym.
 Uciekam w świat internetu. Pięknych zdjęć z instagrama, bezmyślne scrollowanie facebooka, pisanie z ludźmi,blogi. Nawet, jeśli robię rzeczy wartościowe, jest to ucieczka od tego, co albo zrobię, albo ostatecznie zawalę. To, że posprzątam nie zmieni faktu, że wciąż mam zaległe prace do oddania, uczelniane sprawy do uporządkowania, długi do uregulowania, proces rozliczenia się z byłym współlokatorem przed sobą.
 Ostatnio znowu uciekam też w seriale i niezdrowe jedzenie, słodycze. Wydałam na śmieciowe żarcie dużo pieniędzy, które mogłam tak dobrze wykorzystać! Jestem za to na siebie taka zła! Jakbym nigdy nie uczyła się na błędach.
 Jestem bardzo bojaźliwą osobą. Boję się żyć i robić to, co lubię. Nie mam woli życia, siły, która pchałaby mnie w tym wszystkim do przodu, nawet kiedy mi się nie chce, mam gorszy dzień czy wątpię w siebie. Nie potrafię konsekwentnie czegoś wykonywać. Dlatego nie skończyłam kursu prawa jazdy, dlatego po kilku miesiącach wszelkie zajęcia zaczynały być dla mnie przykrym obowiązkiem, nawet jeśli to lubię.
Bo boję się uczyć i odzywać, wyrażać swoje zdanie. Lubię jeździć autem, ale bałam się, że nie zdam. Bałam się odzywać na dodatkowych zajęciach z angielskiego. Zawsze obawiam się porażki, a uczymy się przecież na błędach.
"Boję się" jest w tej wypowiedzi kluczowe. Bardzo się boję, moi drodzy. Może kiedyś byliście moimi przyjaciółmi, może byliśmy sobie bliżsi, może przyjemnie spędzało nam się razem czas. Teraz nie mam przyjaciół. Wyizolowałam się, nie mam nic do zaoferowania ludziom, nie potrafię być taka radosna, nie cieszą mnie proste rzeczy. To wszystko przed czym uciekam tak bardzo mnie zainfekowało, że straciłam beztroskę. Ta Koza, którą znaliście, już nie istnieje. Teraz nie mam już przyjaciół. Patrzę, jak łapiecie życie za rogi i przecie do przodu, realizujecie się i nic nie może cieszyć mnie bardziej. Ale nie ma nici nas łączących. Bo ja tylko przeżywam kolejne dni modląc się o to, żeby więcej się nie obudzić. Żeby ten koszmar zwany życiem się skończył.
Pozdrawiam,
Wasza niewidzialna Koza.