Słucham ukochanego preludium Fryderyka Chopina. Nigdy nie sądziłam, że spontaniczna decyzja wzięcia udziału w konkursie będzie dla mnie tak dobra. Pokochałam wtedy muzykę klasyczną, która choć rzadko, towarzyszy mi już kilka lat. Nie potrafię określić czy to wtedy, czy teraz uświadomiłam sobie, że może nie muszę idealnie pasować do pewnego, sarkastycznego społeczeństwa, choć zdaniem wielu stoję na ich czele. Ostatnio wszystko jest dla mnie nieznane i dziwne. Że może moja wrażliwość nie jest czymś gorszym, choć nie każdy musi ją rozumieć. 
Moje charakter i usposobienie ciągle się kształtują. Gubię się w tym jaka powinnam być, a jaka jestem. Znów zastanawiam się kiedy udaję inną osobę, bo wolałabym prezentować się inaczej. 
Zasłuchuję się teraz nie widząc nic wokół. Jestem spokojna, mimo łez, które popłynęły mi po policzkach chwilę temu. Tęsknota jest nie do opisania. Uciekam przed nią tak krótko, a już mnie dopadła. Czuję ogromną pustkę, jakby zabrano mi serce. Oddałam je sama, lata temu. Mimo wielu racjonalnych argumentów bije mocno poza moim organizmem. Widok jak odchodzi po raz ostatni wyrył się trwale w mojej pamięci. Myślę, że to jedno z tych uczuć, które pojawiają się latami, jeśli nie przez całe życie. Najgorszą perspektywą jest fakt, że nigdy więcej z nim nie porozmawiam. Nie mogę szukać dróg, by powiedzieć mu cokolwiek. Muszę dać mu odejść, skoro tego właśnie pragnie. To dla mnie okropny ból. 
Najbardziej boję się, że długo nie spotkam kogoś kto pokona tę przepaść podczas rozmowy. Nie rozbije jej śmiech, rozrywkowa Ola jest komunikatywna. 
Nigdy nie powinien zwątpić w dwa fakty, lecz to już się nie zmieni. 

Podejrzewam, że tego zakątku internetu już nigdy nie odwiedzi. 

Pierwsza miłość bawi, gdy patrzy się na nią z boku. Pierwszy zawód nie jest tak wielki, gdy stanie się obiektywnym. A strata nie wydaje się tak ogromną tragedią, gdy myśli się racjonalnie. I może któregoś dnia przestanę odczuwać, że straciłam najważniejszą osobę w moim życiu, niezależnie od ilości kolejnych związków i miłości.