Jest jakby lepiej. Nie stałam się bardziej ambitna lub pracowita. Ale wiem, że mogę winić za porażki jedynie siebie, inni ludzie nie mają znaczenia. Szanuję ich i cenię, nawet jeśli widzą mnie jedynie w biegu po nic. Nie oceniam ich, staram się z postępowania każdej osoby wyciągnąć coś godnego naśladowania dla siebie. Może przelotny uśmiech do obcej osoby, doza współczucia więcej, spokój, serdeczność, upór w dążeniu do celu. Spoglądam i zapamiętuję krótkie chwile, urywek codzienności. Słucham muzyki, która przestaje pasjonować. Szukam sensu, nie jedynie chwytliwej melodii. Pragnę czegoś głębszego, niż automat bez wyrażania uczuć i umiejętności. Maluję paznokcie, których zadbany widok sprawia mi radość. Owszem, to próżne i płytkie, lecz cieszy. Estetyka i minimalizm coraz bardziej wdzierają się w mój umysł, tryb życia i funkcjonowanie. Nie zależy to od nabytków czy zawartości portfela, to mentalność i rozsądek, którym coraz częściej staram się kierować. Nie wyrażam się fikcją. Ucinam zdania, gdzie wcześniej postawiłabym przecinek. Liczą się konkrety. Jest jakby lepiej, choć nic się nie zmieniło. Jest jakby lepiej, choć nie ruszyłam dalej, a książki kurzą się na półkach. 


Rok temu o tej porze, źle wspominam. Nie chcę więcej.