Śniła mi się moja niemoc pisania. Uczucie to można było porównać do biegu we śnie- jest on tak powolny, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle porusza się do przodu. I mimo, że to przed czym ucieka, jest coraz bliżej- nigdy go w tym śnie nie dopada. Tak samo było z tą niemocą; czułam jej wszechogarniający wpływ, lecz wciąż pisałam o tym, jak bardzo nie potrafię tego robić. Okazywałam niecierpliwość, złość i gniew na siebie, że zaniedbałam tę ważną dla mnie metodę, by przetrwać, tworzyć i zanurzać się w sobie- tam, gdzie tak niewiele życia, a właśnie dzięki czemu się ono rodzi. By przeżywać każdy moment, z poszczególnych wyszarpać coś dla siebie i uczynić z życia coś więcej, niż jedynie zabiegane mijanie, bez refleksji i mgły niezdecydowania.
Dostrzegać, tworzyć, być; tylko kim?