Pocieszajace moze byc to, ze to nie zaczelo sie teraz. To nie jest pierwsza nieprzespana noc. Czy zawsze powodem byl strach o jutro, rozgoryczenie o wczoraj? Teraz to jest przerazenie. W to co mna kierowalo, w to co reprezentowalam soba. Nigdy nie chcialabym wtedy na siebie spojrzec. To jest upadek wszelkiej godnosci, rozumu i moralnosci. Jestem waleczna, oj jestem. Przyplacilam to milionem siniakow, ale od kiedy pamietam, nie pozwolilam. Ale co, jezeli nie pamietam? Co jezeli nie wiem, ze zrobiono mi krzywde? To bedzie ciezki dzien, pelen placzu w kosciele za utracona osoba, trudnych telefonow, ktorych boje sie jak cholera i wyznan. Zamknijcie mnie z dala od zdrowych ludzi, jezeli zlamie wlasne postanowienia, bo nie rzucam tym razem slow na wiatr.

Boje sie, cholernie sie boje, nie chce nikomu mowic dlaczego, nie chce patrzec na siebie.