Dzisiaj sen nie ma racji bytu, z nadmiaru pracy i z wyboru. Spokojnie, już bez rozdrażnienia z powodu otaczającej rzeczywistości siedzę i myślę osaczona stosem podręczników i rozrzuconych po biurku kartek. Nie chcę podejmować pochopnych decyzji, wypowiadać słów, których będę żałować lub w wyniku których będę musiała stworzyć sprostowanie dla źle zrozumianych zdań. Wypiję kawę, w biegu stawię czoła wymaganiom, lepiej lub gorzej i zmęczona słońcem wrócę do domu, by spokojnie usiąść i patrzeć na wesołe dzieci biegające zaledwie kilkanaście metrów od mojego okna. Może coś ugotuję, przeczytam ponad ostatnio panującą normę, a nawet będę mieć odwagę samotnie ruszyć na film? Może przestanę myśleć na dłuższy moment o tym co tak mnie trapi, a na co nie mam żadnego wpływu? Może akurat wtedy coś drgnie we mnie, nawet jeśli sytuacja wcale nie ulegnie zmianie. Patrzę na kolejne pocztówki i jedynie uśmiecham się, nie ma we mnie żalu czy ukłucia zazdrości. 
Wszystko ma swoje priorytety, niestety.


No!No!No!