Uciekam od myślenia, chcę się go wyzbyć i zająć pracą. Ale zaczynam za późno. Więcej i szybciej, aniżeli miało to miejsce, ale po czasie bezproduktywnym, a i nieciekawym. Jednak widzę progres, choć minie sporo czasu, nim uporządkuję wszystko. Jem, by nie czuć, a czuję coraz więcej i częściej, otaczam sama siebie. Oglądam, by nie zastanawiać się, nie rujnować duszy nienawiścią do siebie i nie zatruwać serca. Nie chcę gardzić sobą i wspominać niedawnej porażki. Nie potrafię myśleć. Jakby żadna dyskusja nie mogła zmienić zdania ja jakikolwiek, choćby jeden temat. A przecież młodość, czas wzbić się ponad poziomy! Kochać, czuć, myśleć, pasjonować się wszystkim i wszystkimi pełnymi energii i pomysłów, tych lepszych i gorszych. Brzmi banalnie, ale pod powiekami mam genialną wizję bez kształtu. Okłamuję siebie, a może jednak walczę ze złem, które trzymam w środku? Boję się zatarcia granicy między mną, a fikcją. Nie wiem czym jest, kim ja jestem i dlaczego zapycham głowę wielkim niczym, gdy nie czas i pora. Wszystko jest grą pozorów, ale jestem już zbyt twarda lub nieczuła, by wpaść w potrzask. Słowa straciły na znaczeniu, uśmiech nie jest maską, choć na dłużej nic nie zmienia.


"Wartością słowa jest jego dotrzymanie."


Indios Bravos.