W momencie weny i zachwytu marzyłam, mówiłam do siebie i zasypiałam. Z zamkniętymi oczyma toczyłam rozmowę, stawiałam kroki, spuszczałam wzrok i zadzierałam głowę. Słowo po słowie byłam coraz mniej pewna, lecz nie cofnęłam się zadając pytanie. Z zachwytem spoglądałam na najpiękniejszy uśmiech, jaki przyszło mi do tej pory oglądać. Wymawiał słowa swoim elektryzującym głosem, a ja nie dając nic po sobie poznać odpowiadałam. Zwyczajna rozmowa podczas której spoglądałam na piękne dłonie, uśmiech i oczy, ot co. Zwyczajna rozmowa, która jedynie dla mnie była czymś więcej, jak jedynie rozmową. I w tym momencie zgodził się, jak mężczyzna, nie jak tęskniący chłopiec. Nie wiem co wydarzyło się dalej, nie pozwoliłam ustalić wyobraźni ostatecznej wersji, zbyt wiele nocy i chwil mogę jeszcze temu błogo poświęcić. Mimo, iż to tylko marzenie lub już senny majak, nie przeszkadza mi to. Na codzień nawet nie pamiętam jak bardzo lubię jego uśmiech, dłonie, głos i spojrzenie. Utrzymuję w ryzach uwielbienie, nie potrzebuję wychylać się dalej, nie byłoby o co walczyć. Godzę tutaj serce z rozumem, ale przecież nie ma się czym szczycić, zawodzącą pamięcią?


Nosowska.