Rozpadam się na drobne kawałeczki, wiatr wnika i rozpędza je we wszystkich kierunkach. Wnikają w szczeliny, najdrobniejsze przestrzenie, nie odzyskam ich. Drżenie rąk, kolan, brak szczerej rozmowy w ciszy, wsparcia i zrozumienia. Tylko wypełnianie dystansu słowami, zapychanie powietrza. Tęsknota za tym co stracone jest najbardziej destrukcyjna, dociera wszędzie, dźwięki dochodzą wolniej, jakbym znajdowała się w szklanej kuli, obrazy rozmywają się. Ludzie są przerażeni moim obłąkanym wzrokiem, patrzę, lecz ich nie widzę, słucham, lecz nie słyszę. Obecna rzeczywistość jest nieznośna, jakby nierzeczywista. Patrzę z boku na sztukę, w której gram nie zdając sobie sprawy, że to nie jest próba, że żadna nie nastąpi. Nie jestem artystą. W momencie straty najważniejszego nie jestem w stanie tworzyć. Mogę teraz tylko odtwarzać, zamykam oczy, czuję jak wiruję i śpiewam. Nie przynosi ulgi, lecz nie mam oporu. Czekam, aż coś się zmieni, aż coś uda się naprawić. Czekam, zamiast zacząć. 

Mela Koteluk.